Członkowie zespołu

PIERWSZE SPOTKANIA, PIERWSZE BÓJKI I PIERWSZE PRÓBY

Członkowie The Doors wywodzili się z drobnych zespołów studenckich, a poznawali się na plażach Los Angeles. Upalne lato, piękne złociste plaże, początki fermentu tuż przed powstaniem ruchu hippisowskiego. Podobno Manzarek założył się z Morrisonem, że ten wyrecytuje „Moonlight Drive” z zamkniętymi oczami. Fale na Venice Beach lizały im stopy. Tego wieczoru razem z Densmorem mieli po raz pierwszy odwiedzić Kriegera. „Studiowałem razem z Rayem i Jimem na UCLA, a Johna znałem jeszcze ze szkoły średniej – opowiada Krieger. – Przyszli do mnie do domu w trójkę i wówczas pokazałem im próbkę moich umiejętności. Jim był pod wrażeniem, tak więc natychmiast zasiliłem szeregi The Doors.

W tamtym okresie grałem głównie flamenco, a na gitarę elektryczną przerzuciłem się dosłownie miesiąc wcześniej. Nie miałem więc zbyt dużego pojęcia o tak zwanym rock and rollu. Dopiero wstąpienie do The Doors sprawiło, że musiałem intensywnie popracować nad swoim stylem gry. Byliśmy długowłosymi w świecie zdominowanym przez krótkowłosych. Jednym słowem wyglądaliśmy jak jakieś dziwadła (śmiech). Uważaliśmy się za hipisów i – choć trudno w to uwierzyć – dlatego że nie było nas wielu w Los Angeles, nieustannie pakowaliśmy się w tarapaty. Pamiętam, jak wybraliśmy się do restauracji, w której zastaliśmy grupę amerykańskich marines. Przez cały czas gapili się na nas prowokacyjnie, a gdy tylko stamtąd wyszliśmy, dogonili nas i zaczęli okładać, gdzie popadnie – tak po prostu bez ostrzeżenia.

Jeden z nich dorwał Jima i walił jego głową w okno, a Jim, jak to Jim, tylko się śmiał. Nasze pierwsze próby był bardzo chaotyczne. Dobrze zapadły mi w pamięć szczególnie trzy, które odbyliśmy na samym początku naszej współpracy. Pierwsza była udana – graliśmy ’Moonlight Drive’ i kilka innych kawałków. Ale od razu poczuliśmy, że nadajemy na tych samych falach i że może coś z tego być. Druga próba miała odbyć się w domu moich rodziców. Rozstawiliśmy sprzęt i czekaliśmy na Jima, ale on nie przychodził. W końcu postanowiliśmy do niego pojechać, by sprawdzić, co się z nim dzieje. Okazało się, że siedzi w więzieniu gdzieś na pustyni. Wdał się w bójkę z grupą motocyklistów – ale tylko Jim z chłopakami poszli siedzieć, tamci nie. Później było już tylko gorzej i takich sytuacji było znacznie więcej”. 1966-1967

UDANY DEBIUT, UDANY SKANDAL

Po pięciu miesiącach prób i z zalążkiem debiutanckiej płyty, zespół zaczął podbijać amerykańskie sceny, a jego główną bronią – poza gitarą Kriegera – był wyjątkowy głos i sceniczna prezencja Morrisona. Wkrótce grupa grała już w klubie London Fog na Sunset Avenue i w końcu w słynnym klubie Whisky A Go-Go. Muzycy zostali tam dostrzeżeni przez prezesa Electra Records, Jaca Holzmana, i producenta Paula A. Rothchilda, w wyniku czego 18 sierpnia doszło do podpisania kontraktu z Electra Records. Muzycy mieli dużo szczęścia, ponieważ już 21 sierpnia zostali… wyrzuceni z klubu za kontrowersyjne wykonanie utworu „The End”. „Do Whisky A Go-Go trafiliśmy właściwie przypadkiem. Graliśmy koncert w klubie na tej samej ulicy i dziewczyna, która bukowała koncerty w Whisky Go-Go, zobaczyła nas pewnego dnia i oczywiście od razu zakochała się w Jimie (śmiech). No i tym sposobem zagraliśmy koncert w tym właśnie klubie – wspomina Krieger. – To kontrowersyjne wykonanie ‘The End’ przeszło już chyba do historii.

Na początku występu Jim w ogóle nie pojawił się na scenie, więc my po prostu graliśmy utwór w wersji instrumentalnej, bez wokalu, co jakimś cudem uszło nam na sucho. W końcu John i Ray poszli po Jima. Znaleźli go chowającego się pod łóżkiem. Jego zachowanie nie powinno dziwić, o ile weźmie się pod uwagę fakt, że wziął za dużo kwasu. Doprowadzili go trochę do porządku i wyprowadzili na scenę. Powiedział, że chce zagrać ‘The End’. Cóż, zgodziliśmy się. Wtedy pierwszy raz wyśpiewał: Father, I want to kill you. Mother, I want to fuck you. Przyznam szczerze, że byliśmy nie mniej zszokowani niż publiczność”.

A jak przebiegała sesja nagraniowa płyty „The Doors” (1967)? Krieger mówi, że była to świetna zabawa: „Nie spędziliśmy zbyt dużo czasu w studiu. Po prostu miksowaliśmy i nagrywaliśmy utwory, które ćwiczyliśmy co wieczór przez ostatnie lata. Pisaniem utworów zajmowałem się wspólnie z Jimem. Ceniłem go jako tekściarza i dlatego między innymi zdecydowałem się dołączyć do grupy. Nasza debiutancka płyta weszła na drugie miejsce listy przebojów w Stanach Zjednoczonych, ale nigdy nie uważaliśmy się za gwiazdy. Nagrywaliśmy w Electra Records, a to nie była wytwórnia pokroju Columbia, która mogła zrobić z nas gwiazdy z dnia na dzień. Zawsze uważaliśmy się za zwykły undergroundowy zespół z Los Angeles. Dla Jima było to jednak za mało. On chciał, żebyśmy byli jak The Beatles”. 1967-1969

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s